Éditions / Wydawnictwo Szaser

 

W październiku 2011-go roku założyłem niewielkią witrynę wydawniczą: Éditions Szaser, czyli po polsku: Wydawnictwo Szaser, w której publikować będę napisane głównie przeze mnie, ale i przez innych, książki w formacie klasycznym - drukowane na papierze i oprawione w pół-sztywnych okładkach. Poniżej znajduje się lista moich wydanych dotąd książek i każdy z tytułów jest linkiem odsyłającym do poszczególnej pozycji.

Spotkania Skazańców - esej, 180 stron, wydana w marcu 2012, 
Migracje niespokojnego Polaka, tom 1 - wspomnienia, Domy Pierwszy i Drugi, 390 stron, wydana koniec 2012,
Migracje niespokojnego Polaka, tom 2 - wspomnienia, Dom Trzeci, 520 stron, wydana w styczniu 2013
Migracje niespokojnego Polaka, tom 3 - wspomnienia, Dom Czwarty, 622 strony, wydana we wrześniu 2014,

Spotkania Skazańców

Pierwszą publikacją Wydawnictwa Szaser, w formacie papierowym, jest esej zatytułowany: Spotkania Skazańców, który ukazał się 13-go marca 2012, na razie w niewielkim nakładzie, zaledwie kilkuset egzemplarzy i zostanie rozprowadzany częściowo wśród Polonii kanadyjskiej i amerykańskiej i częściowo w Polsce. Oto wprowadzenie do tego eseju:

Słowo wstępne

Podejrzewam, że podświadoma myśl o napisaniu tego rodzaju książki dojrzewała we mnie w miarę wzrastania w środowisku starych ciotek i... mojej mamy, wychowanej przez starych rodziców. Od dziecka nasłuchałem się różnych opowiadań o niezwykłych zdarzeniach mających miejsce w naszej i w innych - spokrewnionych lub zaprzyjaźnionych - rodzinach. Wszystkie te rodziny były głęboko przesiąknięte dominującą w naszym kraju religią rzymsko-katolicką, jednakże w rozmowach i opowieściach stale pojawiały się elementy reinkarnacji, mimo że to słowo było bardzo rzadko wymawiane. Już jako dorosły człowiek, zainteresowałem się bliżej tą doktryną; wiele z jej elementów wydało mi się bardziej przekonywujących, niż niektóre dogmaty religii, w której zostałem wychowany i której zresztą pozostałem wierny.

Ta książka jest przede wszystkim wyrazem uznania dla wyobraźni Marii, która niestety nie potrafiła jej kontrolować na tyle, aby właściwie ułożyć życie sobie i innym. Zawsze pragnęła podróżować i pisać, ale nigdy nie była w stanie zrealizować swoich marzeń... Jan, jej pierworodny syn, od wczesnego dzieciństwa był inny niż reszta jej dzieci i miał jej stworzyć ten wymarzony świat... Trudno powiedzieć, czy był on dla niej podświadomie oczekiwanym przybyszem, czy szukała go w nim w miarę grzęźnięcia w trzęsawisku swojej własnej, źle planowanej egzystencji. Janowi udało się częściowo spełnić marzenia Marii, organizując i opłacając jej dwie kilkumiesięczne podróże, na dwa różne kontynenty. Przywiozła z nich reportaże bogate w ciekawe opisy, godne publikacji i rozpowszechnienia, co potwierdziło jego wcześniejszą opinię, że Maria minęła się z powołaniem.

Ten esej złożony jest z dwóch opowieści dziejących się w odległych od siebie epokach. Opowieść współczesna jest autentyczna, natomiast ta z czasów dawniejszych jest fikcją opartą jedynie na sprawdzalnych historycznie wydarzeniach.

Notatka wyjaśniająca.

Chciałbym w tym miejscu wyjaśnić dlaczego nazwałem tę książkę esejem:

Esej (z francuskiego: essai – "próba") jest formą literacka lub literacko-naukową, prezentującą punkt widzenia autora. Esej może poruszać tematykę filozoficzną, społeczną lub artystyczną, być formą krytyki literackiej, manifestu politycznego lub też dotyczyć innych refleksji autora. Badacze wciąż mają problem z określeniem, czym tak naprawdę jest esej. Uważa się nawet, że jego zdefiniowanie jest niemożliwe, dlatego zamiast szukać uogólnień, powinno się zająć badaniem poszczególnych tekstów eseistycznych. (To nie moja wypowiedź - zaczerpnąłem ją z encyklopedii). Kontrowersja polega głównie na tym, że: Osobą mówiącą w eseju jest zawsze sam autor, wyrażający swoje poglądy i przemyślenia. A ta książka jest napisana w trzeciej osobie, chociaż również zawiera przemyślenia autora! Esej jest zasadniczo gatunkiem niefikcjonalnym. W przypadku książki Spotkania Skazańców, nazwałem ją esejem, bo zamierzeniem moim było niejakie pomieszanie gatunków literackich, czyli dokonałem próby, a więc eseju wywołania refleksji, jeżeli nie dyskusji, łącząc elementy: powieści, opowiadania i pamiętnika, jednocześnie przeplatając pojęcia sprzecznych - moim zdaniem tylko pozornie - mistycyzmów: chrześcijańskiego i hinduistycznego. Patrząc z tej strony, książka nie zawiera żadnej fikcji. Część "fikcyjna" jest opowieścią dawniej przeżytego życia osoby autentycznej i w pełni przekonanej, że przeżyła to dawne życie naprawdę. Część "fikcyjna" została intencjonalnie rozbudowana przez autora, aby nadać książce cechy powieści, lub opowiadania, udramatyzować akcję wystarczająco, aby mogła wzbudzić zainteresowanie czytelnika nie mającego ochoty zagłębiać się w jakieś rozważania nad mistycyzmami, ale lubiącego opowieści "dziwne, ale i ciekawe". Każdego jednak czytelnika tej książki czułem się w obowiązku poinformować, że opowiadanie Marii jest tworem wyobraźni, czyli fikcją.

Migracje niespokojnego Polaka - tom 1

Domy Pierwszy i Drugi

Drugą publikacją Wydawnictwa Szaser, w formacie papierowym, jest pierwszy tom moich wspomnień zatytułowany: Migracje niespokojnego Polaka - Domy Pierwszy i Drugi, który ukazał się w końcu roku 2012-go, na razie również w niewielkim nakładzie, zaledwie kilkuset egzemplarzy i zostanie rozprowadzany częściowo wśród Polonii kanadyjskiej i amerykańskiej i częściowo w Polsce. Oto prolog do całości moich wspomnień planowanych na trzy tomy:

Prolog

Właśnie skończyłem zdzieranie sporej części starego trawnika znajdującego się pomiędzy domem a ulicą. Od kilku już lat trawa tutaj rosła słabo, ale od suszy z roku ubiegłego praktycznie przestała. Powoli odzyskiwałem normalny oddech stojąc nieruchomo z grabiami w ręku, z twarzą skierowaną w stronę ulicy. Nagle nadjechał z lewej strony ciemnozielony samochód i zatrzymał się przede mną. Zanim zdążyłem rozpoznać wyciągniętą rękę kierowcy wskazującą dom za mną, zgrzytnęła skrzynia biegów i samochód cofnął się gwałtownie w kierunku skąd przybył. Dziwne, pomyślałem zaskoczony, to wyglądało tak jakby kierowca chciał pokazać coś swojej pasażerce, ale nie spodziewał się zobaczyć kogoś na trawniku. Stałem jeszcze zaskoczony patrząc w stronę gdzie cofnął się zielony samochód, kiedy pojawił się ponownie, przejechał dość wolno i zniknął na prawo. Kierowca patrzył wprost przed siebie i prawą dłoń trzymał na wysokości swojej twarzy, tak jak by chciał uniknąć rozpoznania. Po krótkiej chwili wahania zbliżyłem się do ulicy i popatrzyłem w kierunku gdzie zniknął, ale już go widać nie było. Wróciłem w stronę domu i usiadłem na schodkach; lekki dreszcz przebiegł mi po plecach. Dlaczego samochód się cofnął? Widziałem wyraźnie twarz pasażerki, twarz mi obcą, ale sylwetka kierowcy wydawała mi się znajoma. Czy był to mój syn Aleks, którego nie widziałem już od roku? Jeśli to był on, to dlaczego się ukrywał przede mną? Słońce zachodziło szybko i jego błyszczące promienie gasły jedne po drugich za dachem domu z naprzeciwka. Nadal siedząc na schodkach wziąłem głowę między ręce oparte łokciami na kolanach i zanurzyłem się w moim świecie realnej wyobraźni, w którym czas przestawał istnieć, a przeszłość, teraźniejszość i przyszłość posiadają taką samą wyrazistość i precyzję detalu. Za plecami stał mój czwarty dom, wygodny, trwały i… ostateczny. Ale miałem wrażenie, że kierowca zielonego samochodu przyjechał go zobaczyć i komuś pokazać już jako element czasu minionego, dzieciństwa dziwnego, młodości miotanej między korzeniami przodków a gałęziami przyszłych pokoleń, pamiątka jeszcze żywa ale już skazana na odłożenie do lamusa przeszłości. 
Słabo pamiętam mój pierwszy dom, dom moich dziadków ze strony ojca. Był duży i już bardzo stary, pełen szczurów i tajnych schowków. Na jego ścianach wisiały stare portrety przodków z dziurami po kulach pistoletowych w miejsce oczu, a w salonie królował, od podłogi do sufitu, suchy pień drzewa z konarami po których skakała ruda wiewiórka. Ten dom, zrównany z ziemią czkawką burzliwej historii tamtego kraju, istnieje już tylko w moich wspomnieniach, przykrywany coraz grubszą warstwą kurzu: tego wzniesionego przez bomby i tego nawarstwionego upływem czasu. Jest on daleko, opuszczony siłą, ale nie zapomniany. Myślę o nim często i chciałbym go wirtualnie podnieść z ruin, jakąś magiczną szczotką odkurzyć i posłuchać szeptów dawnych jego mieszkańców.
Mój drugi dom, ten założony przez moich rodziców na fundamentach niesnasek rodzinnych jeszcze przed drugą wielką wojną, miał być kontynuacją domu pierwszego, ale musieli z niego uciec w wielkim pośpiechu. Dalsza część tego domu była wznoszona trudnymi etapami, w różnych miejscach, z których ostatnie istnieje nadal, ale też już w ruinie i dla mnie niedostępne na zawsze.  Opuściłem ten drugi dom bardzo wcześnie i z własnej woli, gdyż nigdy nie byłem w nim szczęśliwy. Ostatecznie został on mi zabrany siłą testamentu i podzielony między dwóch spadkobierców, tak skłóconych, że nawet ze sobą nie rozmawiają. Jeszcze kilka lat temu chciałem go odbudować własnym kosztem i zastrzec sobie i moim potomkom jakąś malutką jego część, próbując zapewnić w ten sposób na przyszłość fizyczny kontakt między różnymi odrostami korzeni rodzinnych, ale na próżno. Spadkobiercy widzieli przychylnym okiem finansowanie odbudowy przez wydziedziczonego "bogatego" brata z Kanady, ale nie mogło być mowy o żadnych prawach własności, ani dla niego, ani dla jego potomków.
Trzeci dom, pierwszy prawdziwy i całkowicie mój, wypełniony został od początku wigorem prokreacyjnym, planami rozbudowy i nadzieją na spokojną starość. Zawsze dominowała w nim potrzeba odkrywania nowych przestrzeni, harmonijnego współżycia i dumy z osiągniętych celów. Ten dom został zbudowany na dwóch kontynentach. 
I wreszcie ten czwarty, ten za moimi plecami. Osiągnięty ogromnym wysiłkiem, ale stający się w miarę upływu czasu przystanią spokoju, zatoką nadziei na przyszłość, schroniskiem przed podłościami świata. Zatopiony w myślach przypominałem sobie ważniejsze chwile tu spędzone. Mój czwarty dom, moje trzecie dziecko, wszedł już w wiek dojrzały. Jego mury, podłogi i zakamarki zaczęły już szeptać między sobą i komunikować z mieszkańcami, znak, że nastąpiła już obopólna symbioza. A mury nie zaczynają mówić zanim się nie narodzą między nimi przynajmniej dwa następne pokolenia tej samej rodziny.
Słońce schowało się już całkowicie za domem naprzeciwko i poczułem ponownie dreszcz przebiegający mi po plecach. Wiosna nadchodziła nieśmiało i wieczory wiały jeszcze chłodem, ale ten dreszcz nie był spowodowany spadkiem temperatury. Zamykając ponownie oczy zobaczyłem mój czwarty dom, jakby w powietrzu, odlatujący gdzieś w dal niebieską, a na jego miejsce pojawił się pierwszy, później drugi, później trzeci... Aha, pomyślałem, więc moje dawne domy mnie wołają, ale który najbardziej...? Chyba wszystkie!
 
Otwarłem oczy, wstałem, pozbierałem ogrodowe narzędzia i wszedłem do tego czwartego domu, położonego na ziemi obcej, prawdziwie i tylko mojego, ale będącego przedłużeniem wszystkich poprzednich. Postanowiłem wtedy opisać je wszystkie, dla własnej potrzeby, ale może również dla jakiegoś potomka, który zechce się dowiedzieć w jakich domach mieszkali jego przodkowie, a już nie będzie komu tego na żywo opowiedzieć…

Migracje niespokojnego Polaka - tom 2

Dom Trzeci

W tomie tym o objętości 520 stron, wydanym w formacie amerykańskim "half letter" (13,97cm x 21,59cm) zawarte są moje wspomnienia z pierwszych lat mojego małżeństwa z Lucyną, w rozdziale: Polska, Gryfino 1961 - 1967 i z pierwszych lat za granicą Polski w rozdziale: Maroko, Kénitra, 1967 - 1974. Pierwsze lata mojego małżeństwa wypełnione były nie tylko budowaniem z Lucyną naszego wspólnego domu, czyli powiększaniem rodziny, ale jeszcze musiałem uzupełniać moje wykształcenie, no i musieliśmy się... dotrzeć jako małżeństwo. Nie były to łatwe lata, a i skomlikowane stosunki z moją mamą nie ułatwiały niczego. Udało mi się jednak uzyskać dyplom inżyniera i awansować w pracy. Wytężona praca przyniosła niespodziewany rezultat. Jako jeszcze bardzo młodemu i zupełnie niedoświadczonemu inżynierowi, udało mi się wyjechać na kontrakt Polservice do Maroka. Był to dla mnie dodatkowy dyplom i mimo początkowych trudności językowych, oraz konieczności szybkiego dostosowania się do pracy w kraju kapitalistycznym, moja kariera zawodowa rozpoczęła się wtedy naprawdę! Ten tom został opublikowany w styczniu roku 2013.

Migracje niespokojnego Polaka - tom 3

Dom Czwarty

W tomie tym, o objętości 622 stron, w formacie 9 x 6.5 cala (22,86cm x 16,51cm) poświęcam dużo miejsca naszym początkom w Kanadzie, procesowi integracji w zupełnie nowym dla nas świecie i związanymi z tą integracją pułapkami, których nie wszystkie negatywne skutki potrafiliśmy właściwie rozwiązać. Opisuję obszernie drugi pobyt mojej mamy u nas, tym razem w Kanadzie i sytuację mojej rodziny w Polsce, a szczególnie "przepychanki" spadkowe po śmierci naszych rodziców. Jednakże głównie wspominam unikalne wrażenia z ciekawej pracy na północy Prowincji Québec, jak również z wielu zawodowych podróży po całym świecie, które odbyłem początkowo jako pracownik dużej firmy inżynierskiej z Montrealu, a później jako niezależny konsultant-geodeta. W tym ostatnim tomie moich wspomnień poświęciłem też sporo miejsca naszym z Lucyną stosunkom z naszymi dziećmi i ich rodzinami. W epilogu książki napisałem:

Mój czwarty dom postarzał się, tak jak ja i wszyscy inni w nim mieszkający. Ale regularnie odnawiane jego mury, sufity i podłogi rozmawiają ze sobą i z nami nadal i to coraz głośniej… W niedalekiej już przyszłości zaczniemy kolejno odlatywać do innego świata i możemy mieć tylko nadzieję, że do opuszczonego przez ostatniego z nas domu wejdą ludzie i zwierzęta, którzy może nie od razu, ale kiedyś zechcą posłuchać jego opowieści…

Ten tom został opublikowany we wrześniu roku 2014 i zostanie rozprowadzony - tak jak i poprzednie - po bibliotekach w Polsce i tych polskich na emigracji, głównie w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych..

Uwagi końcowe po opublikowaniu wspomnień i co dalej będzie wydawane?

Wydawnictwo Szaser powstało głównie w celu opracowania i wydania zebranych przeze mnie materiałów dotyczących historii moich przodków i przebiegu mojego dość ruchliwego i burzliwego życia. W ciągu kilkudziesieciu lat zebrałem tomy listów i dokumentów i one były źródłem do napisania aż trzech tomów wspomnień... Być może jest tych stron za dużo, a szczególnie jest być może na nich za dużo... "szczerości", jak określają mój sposób przekazu niektórzy z dotychczasowych czytelników. Ale ja jestem zdecydowanym antyhipokrytą, zawsze mówiłem i pisałem to co myślałem i chociaż nieraz płaciłem i... nadal płacę za to wysoką cenę, to jednak uważam, że nie mam się czego wstydzić opowiadając w detalach o sobie i o moim stosunku do otaczających mnie ludzi i środowiska, w którym dane mi było przeżyć życie. Zawsze uważałem i nadal uważam, że goła prawda jest lepsza od nawet najzręczniej ubranej. Starałem się być uczciwym i maksymalnie bestronnym i objektywnym, ale oczywiście nie jest możliwe wyrażenie opinii całkowicie neutralnej. Zdaję sobie z tego sprawę, ale tym niemniej jestem dumny z dokonanego dzieła, które mam nadzieję przyczyni się w przyszłości do zachowania wiedzy o korzeniach rodu Szaniawskich, ale głównie i przede wszystkim rodu Serdakowskich...

Następnym moim wyzwaniem będzie wydanie w ramach Wydawnictwa Szaser albumu z najważniejszymi dokumentami i fotografiami, będącego ilustracją wydarzeń, opisów i osób stanowiących treść moich wspomnień. Do czasu ewentualnego ukazania się tej publikacji, te dokumenty i fotografie można oglądać na moich stronach internetowych:

www.Szaser.com i www.PhotoChris.com.

Jak już zaznaczyłem na stronie PhotoChris, strony www.PhotoChris.com są w przebudowie i na razie można je jedynie oglądać w starej wersji, już w tej chwili niemożliwej do utrzymania na bieżąco, gdyż program przy pomocy którego została wykonana został wycofany z użytku już od wielu lat.

Krzysztof Jan Serdakowski

 

Pytania i komentarze

Okładki moich książek

Opracowałem je sam, używając programu Adobe Photoshop, oraz większości wykonanych przeze mnie fotografii. Jedynie te najstarsze - moich dziadków i rodziców - zostały zrobione przez kogo innego.

Spotkania Skazańców

Okładka przednia

Okładka tylna

Migracje niespokojnego Polaka - tom 1

Domy Pierwszy i Drugi

Okładka przednia ze "skrzydełkiem"

Okładka tylna ze "skrzydełkiem"

Cała okładka z grzbietem i "skrzydełkami". Można na nią "kliknąć" i zobaczyć ją w powiększeniu.

Migracje niespokojnego Polaka - tom 2

Dom Trzeci

Okładka przednia ze "skrzydełkiem"

Okładka tylna ze "skrzydełkiem"

Cała okładka z grzbietem i "skrzydełkami". Można na nią "kliknąć" i zobaczyć ją w powiększeniu.

Migracje niespokojnego Polaka - tom 3

Dom Czwarty

Okładka przednia ze "skrzydełkiem".
Fotografia tytułowa przedstawia nasz dom w Saint-Bruno w zimie roku 2000.

Okładka tylna ze "skrzydełkiem". Fotografia główna przedstawia ogród chiński w Singapurze w roku 1985.

Cała okładka z grzbietem i "skrzydełkami". Można na nią - jak i na poprzednie - "kliknąć" i zobaczyć je w powiększeniu.