Krótka historia Rodu Serdakowskich

Od Edmunda de Serdain (1786-1831)
do Edmunda Serdakowskiego (1912-1994)

Historia rodu Serdakowskich, jak dotychczas, składa się z serii słabo lub niewiele udokumentowanych legend, głównie przekazywanych z ojca na syna, lub z nielicznych kronik pisanych, których wiarygodność nie została jeszcze potwierdzona bezspornie historycznymi dokumentami. Dlatego też historię tą nazywam na razie Legendą.

Mój ojciec, Edmund, bardzo niewiele wiedział na temat historii rodu i chyba nigdy się tym nie interesował. Jego jedyny brat, Henryk, opowiadał mi z przejęciem o tatarskich korzeniach Serdakowskich, i to nie byle jakich: wywodzimy się - według niego - z arystokratycznego rodu tatarów krymskich !!!  Stryj Henryk nie potrafił jednak bliżej określić, ani z jakiego rodu, ani z jakiego miejsca, ani w jaki sposób nasz tatarski przodek znalazł się w Polsce. Jedyne co pamiętał z dzieciństwa, to mgliste opowiadania babci Emilii (Korsakówny z domu) i pieczęć rodową, którą bawił się w kancelarii majątku w Otołczycach. Narysował nawet z pamięci obraz odcisku tej pieczęci (rysunek obok). Dopiero w roku 1997-mym odnalazł mnie - przez Internet - inny członek rodu: Bronislaw Serdakowski z Dębna, i dzięki przekazom które posiada uchyliły się nieco wrota przeszłości i mgliste cienie stryjowych tatarów krymskich zaczęły nabierać ludzkich kształtów. Poniżej przytaczam tą Legendę opracowaną przeze mnie na podstawie wypisów z książki M. Dowgielskiego - otrzymanej od Bronisława - uzupełnionych wypisami z prac pisarzy i historyków francuskich: Wiktora Hugo, Bruno Lagrange i Lenôtre, polskiego pisarza Franciszka Wysłoucha, oraz otołczyckiego sąsiada moich dziadków i rodziców: Leona Onichimowskiego, a całość zakańczam moim komentarzem. Przez dalsze poszukiwania mam nadzieję przekształcić tą Legendę w prawdziwą Historię.

Nota. Niedawno się dowiedziałem, że Bronisław Serdakowski zmarł dwudziestego sierpnia 2010-tego roku.

*    *    *

"... Wjechawszy na okalające nas wzgórza zobaczyliśmy jadąca naprzeciw jazdę kozackich mołojców. Dojrzawszy nas huknęli wystrzałami i zaczęli buńczucznie potrząsać szablami w celu powstrzymania naszego ataku. Jednakże nie onieśmieliło to, a wręcz przeciwnie, podjudziło jeszcze do ataku naszych ordyńców, którzy pognali konie pociągając za sobą cały półksiężyc jazdy. Wypuścili gromadę strzał z łuków i wnet otoczyli całą kozacką gromadę. Po krótkiej chwili, gwałtowne starcie przerodziło się w zupełny pogrom kozackiego oddziału i tylko nieliczni rzucili się do ucieczki ...

... Uwagę naszą przykuły kozackie wozy taboru. Jak się okazało, były one załadowane wszelakim dobrem zrabowanym przez pogromionych kozaków gdzieś na lechickich ziemiach. Zaraz też ordyńce zajęli wozy jako zdobyczny łup wojenny. Twój ojciec i ja zbliżyliśmy się do jednego z największych wozów, zaprzężonego w czwórkę koni i okrytego budą z parcianej płachty. Po podniesieniu jednej ze stron tej płachty, oczom naszym ukazało się wnętrze zapełnione różnorodnymi dobrami. W głębi znajdowało się leże wymoszczone skórami i futrami, na którym spoczywała nieprzytomna lechicka branka o bladym obliczu. Przy jej legowisku siedziało służebne pachole i zalęknionymi oczyma wpatrywało się w nasze twarze. Nieprzytomna była młodą dziewczyną w wieku około dziewiętnastu lat i była bardzo piękną kobietą. Jej ubiór i złoty łańcuch na szyi - co ogarnęliśmy szybkimi spojrzeniami - wskazywał na pochodzenie z wysokiego lechickiego rodu ..."

Z kroniki „Opowiadania i Legendy”, autor: M. Dowgielskij, Moskwa 1882.

*    *    *

"... W niewielkiej odległości od piorących kobiet, na piaszczystej plaży, bawiła się gromadka dzieci: kilkunastu chłopców i parę dziewczynek. Prym wśród nich wodził może dziesięcioletni chłopczyk, który widać było iż uzurpował sobie prawo przywódcy i narzucając swoją wolę wydawał polecenia pozostałym dzieciom. Inni uczestnicy zabawy posłusznie podporządkowywali się jego poleceniom i rozkazom. Na pierwszy rzut oka można było się domyśleć że jest zapewne synem naczelnika plemiennego. Chłopiec ten znacznie różnił się wyglądem od pozostałych towarzyszy zabawy. Był sporo wyższy od innych a jego rysy twarzy oraz blond czupryna wskazywały iż jest odmiennego pochodzenia ...

... Widać było że kobieta ta cieszy się szacunkiem i zaufaniem pozostałych miejscowych kobiet, gdyż zwracały się do niej często z pytaniami i problemami. Zresztą kobieta ta wyróżniała się od pozostałych swoim wyglądem, a także emanowało z niej jakieś dostojeństwo i powaga, co mimo woli skłaniało pozostałe kobiety do okazywania jej szacunku  ...

... I tu popłynęła długa i tęskna opowieść: - O dalekim północnym kraju zwanym Polską; - o tym jak z ręki matki otrzymał nad rzeką chrzest, przez skropienie czoła wodą i wyrzeczenie słów: "Ja ciebie chrzczę w imię Boga Ojca". Dalej matka wyjaśniła chłopcu znaczenie tych słów i ich potęgę, oraz pokazała zawieszony na jej szyi złoty łańcuszek ze złotymi krzyżykiem i medalionem. Wyjaśniła przy tym wagę tego talizmanu i podkreśliła ażeby nigdy nie zapomniał że jest z pochodzenia Polakiem ..."

Z kroniki „Opowiadania i Legendy”, autor: M. Dowgielskij, Moskwa 1882

*    *    *

"... Wyszedł ksiądz z zakrystii i zaintonował uroczyste Deus in adiutorium, i przykląkł na najniższym stopniu ołtarza; a organy podchwyciwszy tę piękną pieśń rozwijały ją z wielką powagą. Starościna  i starościanka modliły się gorąco, starosta również, zaś młody hetman klęczał z pochyloną nisko głową ...

... Okazało się też iż Wielki Hetman Koronny nie przyjechał tu przypadkowo w tym to czasie, lecz przywiózł od Króla ślubny prezent: akt tytułu książęcego dla młodego hetmana Osmana Stępowskiego i prawo pieczętowania się własnym herbem z półksiężycem na tarczy. Było to wielkim zaskoczeniem i niespodzianką zarówno dla starosty jak i dla samego Osmana, który, jako człowiek stepowy, nie przywiązywał większej wagi do tak zaszczytnych tytułów ...

 ... Hetman Koronny wziął leżący na stole zwój pergaminu, rozwinął go i uroczystym głosem przystąpił do odczytywania jego treści :

-  My z łaski Bożej Król Polski składamy dzięki Hetmanowi Polowemu za jego męstwo i poświęcenie dla Korony. Ponadto w uznaniu jego zasług, a także za uszczerbek na zdrowiu, nadajemy mu posiadłość ziemską o wielkości trzech tysięcy włók gruntów wraz z folwarkiem położoną na północnych rubieżach Rusi Białej, niziny niemeńskiej.  Amen ... 

... Tak to wjeżdżał na swoją posiadłość założyciel Stefankowego Siedliska, człowiek przybyły z dalekiego stepu: najpierw zwany Osmanem, później Osmański, a teraz Oszmiański, z przysługi jakiegoś pisarza miejscowego wojewody, dziedzic posiadłości, dworu, podległych włości i miejscowości Oszmiana ..."

Z kroniki „Opowiadania i Legendy”. Autor: M. Dowgielskij, Moskwa 1882

*    *    *

"... Zapadła cisza i bracia oddali się wspomnieniom. Eustachy nachylił się nad płytą grobowca i długo przecierając dłonią wykute litery: "Edmund Edward", jakby chciał przywołać jakieś wspomnienia, jakby chciał nawiązać kontakt ze spoczywającym tu właśnie ojcem, jakby chciał tym gestem go dotknąć. Potem nie podnosząc głowy z nad płyty, powiedział do brata półgłosem:

Czy wiesz bracie, że już minęło pół wieku od kiedy ojciec nasz wracał Czarnym Traktem po klęsce z nad Berezyny, mocno zmęczony i z krwawiącą raną; omdlewający znalazł tu schronienie we dworze?

-  Pół wieku i trzy lata, uściślił Michał. Po chwili dodał: Jak dziś pamiętam opowiadania naszej mamy, jak spostrzegła go na tarasie dworu i otwarła mu drzwi, a on powiedział tylko te trzy słowa: "Jestem markiz ... proszę ..."  i padł prawie bez ducha. Opatrzono go, a jego mundur porucznika spalono w kominku ...

... Eustachy odetchnął głęboko i po chwili zaczął wspominać zadumanym głosem:

-  Tak, tak mój braciszku, to były czasy wielkiej świetności naszych rodzinnych dóbr. Po ukończeniu gimnazjum ... , wiesz że miałem zawsze wielką ochotę do prowadzenia gospodarstwa. W armii carskiej nie służyłem bo mama mnie wykupiła od branki. Za radą naszej drogiej mamy ożeniłem się z córką dziedzica Oranowskiego, pana na rozległych włościach majątku w Oranach, i przejąłem stery naszej rodzinnej fortuny, a wy pomagaliście mi w tym dzielnie. Nasza droga mama cieszyła się wielce widząc rodzinną zgodę i rozwój naszych dóbr ..."

Z kroniki „Opowiadania i Legendy”. Autor: M. Dowgielskij, Moskwa 1882

*    *    *

Kiedy markiz Edmund de Serdain wracał do zdrowia, zbierała się wokół niego cała rodzina Oszmiańskich słuchając ze wzrastającym smutkiem opowieści o klęsce wielkiej armii cesarza Napoleona, w którego zwycięstwo nad carską Rosją wszyscy Polacy pokładali tak wielkie nadzieje. Polskie rodziny chętnie udzielały pomocy francuskim żołnierzom, mimo zakazu władz carskich, bo stale wierzono że Napoleon pomoże Polsce odzyskać niepodległość. Cesarz wracał na białym koniu otoczony przez swoich generałów.

"... On był tam, wyprostowany i patrzył. Był jak to potężne drzewo, które zaczęto ścinać ogromnym toporem.  Tego olbrzyma, dotąd cudownie oszczędzonego, nieszczęście, jak ten ponury drwal, zaczęło kąsać nieubłaganie; a On, ten żywy dąb, drżał pod każdym uderzeniem topora i wstrząsany okrucieństwem rewanżu, patrzył  na padające dookoła niego gałęzie ..."

"... Padał śnieg. Zostaliśmy zwyciężeni przez brak wyobraźni. Po raz pierwszy wielki orzeł opuścił dumną głowę. Czarne dni! Cesarz wracał wolno, pozostawiając za sobą płonącą Moskwę. Padał śnieg. Ranni chowali się w brzuchach zabitych koni; trębacze na granicach biwaków czuwali milcząco w siodłach, wyprostowani przez mróz, biali od szronu przyciskali ustniki trąbek do skamieniałych ust; kule, szrapnele, większe pociski, zmieszane z płatkami śniegu padały z nieba; grenadierzy, zaskoczeni własnym dygotem, szli zamyśleni, niosąc ociężałe lodem posiwiałe wąsy ..."

Wolne tłumaczenie z francuskiego, ze zbioru "Les Châtiments" (Kary) Wiktora Hugo.

*    *    *

"... Pięćdziesiąt tysięcy ludzi zbliża się do dwóch tylko mostów (na Berezynie); ogromne konwoje ciężkich wozów i armat staczają się ku rzece miażdżąc pieszych, zderzając się ze sobą, przewracając się; grupy kobiet nieprzytomnych ze strachu, biegają od mostu do mostu, spychane do rzeki toną z rozdzierającym krzykiem; trwa bezlitosna walkao życie, pod padającym śniegiem, pod ogniem artylerii rosyjskiej, której każdy pocisk wycina pustkę w drgającej masie; jeden z mostów załamuje się; ludzka masa kieruje się ku drugiemu, po którym tylko nielicznym uda się przedostać na drugą stronę, przełażąc przez zwały trupów w towarzystwie przekleństw, skarg umierających, wołania o pomoc unoszonych przez nurt rzeki ...

... I tylko obsługa pontonów, naga, po pachy w wodzie, niewzruszona w tym niesamowitym harmiderze cierpienia i strachu, podtrzymuje i umacnia łamiące się deski, spycha do wody trupy ludzkie, końskie, rozwalone wozy, znajdując przy tym wystarczająco siły aby pozdrawiać i życzyć powodzenia mijającym ich znajomym ..."

Wolne tłumaczenie zapisków historyka francuskiego Lenôtre.

*    *    *

"... W końcu, po nie dających się opisać cierpieniach, resztki Wielkiej Armii dotarły do Wilna, skąd też wkrótce zostały wygnane i ścigane aż do Niemiec. W kampanii rosyjskiej cesarza Napoleona Francja straciła prawie czterysta tysięcy ludzi. Pomimo tego, ta bezprecedensowa klęska przyczyniła się, według historyka francuskiego, Jean Tulard, do wzmocnienia legendy Napoleona, gdyż nawet klęski tego samozwańczego cesarza były unikalne. Napoleon Bonaparte, ten nieszczęsny bohater, został pokonany przez Naturę, którą lekkomyślnie zignorował, przez głód, zimno, choroby, kozacką partyzantkę, które broniły świętą Rosję przed tą armią rozbójników i najemników zagubionych w ogromie zimy Wielkiej Rosji ..."

Wolne tłumaczenie z książki "Napoleon", Bruno Lagrange, Paryż 2003.

"... To był sen błąkający się we mgle, jakieś misterium, procesja cieni na tle ciemnego nieba. Samotność niezmierzona, okrutna, wlokła się przez niekończącą się białą równinę jak milcząca zemsta. Siwe niebo, bez pośpiechu spowijało ginącą armię monotonnie padającym całunem śniegu i każdy czuł się sam na sam ze śmiercią ...

... Czy wyjdziemy w końcu z tego królestwa śmierci ? Nasi wrogowie to kto! Car ? Generał Mróz ? O! Generał Mróz jest gorszy! Odrzucaliśmy armaty aby ogrzać się przy ogniu palonych lawet. Kto się zatrzymał, ten umierał. Zagubiony, ponury wąż ludzkich postaci wił się coraz wolniej wśród białej pustyni, pożerany przez nią bezlitośnie ..."

Wolne tłumaczenie tekstu ze zbioru "Les Châtiments" (Kary) Wiktora Hugo.

*    *    *

"... Moje losy zaniosły mnie z rodziną na dalekie Polesie, gdzie miałem bliskiego druha z czasów nauki gimnazjalnej, nazwiskiem Waldemar Ziemiński. Był on synem dziedzica na Polesiu i gospodarzem na rodzinnych włościach. Druh ten był jedynym synem, a zatem natychmiast po ukończeniu gimnazjum przejął od ojca gospodarstwo. O tym wszystkim opisał mi w listach, bo jak wiesz, utrzymywaliśmy ze sobą przez cały czas serdeczny przyjacielski kontakt. Będąc zmuszony opuścić dobra rodzinne niezwłocznie, skontaktowałem się z tym przyjacielem, który z otwartymi ramionami wyraził zgodę na przyjęcie mnie wraz z rodziną na swoich dobrach, a nawet przysyłał powozy dla ułatwienia naszej podróży. Nie zawiodłem się na jego przyjaźni nigdy!

Wyjechałem, jak wiesz drogi braciszku, z żoną i trójką dzieci, synami: dziewięcioletnim Adamem, sześcioletnim Jerzym, no i prawie już trzyletnim Wojciechem. Zatrzymałem się u tegoż druha w miejscowości Otołczyce, niedaleko Pińska. Przy pomocy Ziemińskiego, za otrzymane od matki środki, odkupiłem od spadkobiercy hrabiego Strawińskiego część jego majątku i rozpocząłem gospodarowanie na swoim. Poleski dziedzic Strawiński, umierając, podzielił swoje dobra dla trzech swoich spadkobierców. Jeden z nich, nie mając predyspozycji do gospodarki na roli, sprzedał swoją część mnie ..."

Wspomnienia Eustachego Serdakowskiego z IX-go rozdziału kroniki „Opowiadania i Legendy”. Autor: M. Dowgielskij, Moskwa 1882.

 *    *    * 

Do tej pory nie wiele wiem jak potoczyło się życie Eustachemu na nowym gospodarstwie, ale na pewno nie było mu źle. Syn jego, Jerzy, kontynuował zarządzanie majątkiem Otołczyce, mimo że nie był najstarszym synem Eustachego. Jerzy ożenił się z Korsakówną, która ponoć brała czynny udział w walce z carskim okupantem i opowiadała wnukom (między innymi mojemu stryjowi Henrykowi) jak to przewoziła pociągiem dynamit pod suknią, mając za towarzysza przedziału mężczyznę, który cały czas palił fajkę! Nie wiem również wiele na temat sposobu życia i rządzenia majątkiem przez Jerzego. Przekazał on dobra najstarszemu synowi Zygmuntowi, który ożenił się z Anną Koźlakowską z Mławy, która przyjechała na wakacje do posiadanego przez rodzinę Koźlakowkich majątku w Wólce Dostojewskiej, położonej w odległości około dziesięciu kilometrów od Otołczyc. Przypuszczam że Eustachy i Jerzy spoczęli na otołczyckim cmentarzu, po którym dzisiaj nie ma już nawet śladu.

"… Tor kolejowy przebiegał tuż koło lasków sosnowych między którymi leżały mogiłki. Porastały je odwieczne sosny o pokręconych konarach zwisających nad mogiłkami. Wyniosłe czuby sosen widziało się z bardzo daleka, bo miejsce na wieczny odpoczynek było wybrane na wysokiej wydmie piaszczystej górującej nad otaczającymi ją bagnami. Każdy z nas jadąc do domu musiał popatrzyć na mogiłki, jakby witając tym swe miejsca rodzinne. Gdy się odjeżdżało, to z okna wagonu posyłano pożegnanie dla tego, co drogie i do czego się tęskni w obcych stronach…"

Z książki Franciszka Wysłołucha : "Na ścieżkach Polesia", Londyn 1976.

*    *    *

Zygmunt przejął gospodarzenie na Otołczycach od ojca Jerzego, prawdopodobnie po pierwszej wojnie światowej. Był doskonałym myśliwym, niezłym rolnikiem, ale miał kłopoty z administracją. Jego najbliższy sąsiad, nieżyjący już Leon Onichimowski, tak wspomina sąsiadów:

"… Najbliższymi naszymi sąsiadami byli Serdakowscy. Właśnie stąd, ze wzgórza, na którym kiedyś był kościół, widać było pusty plac po czworakach dla robotników, zabudowaniach gospodarczych i domu mieszkalnym. Byli to dobrzy gospodarze, mieli około czterystu hektarów ziemi i lasów, stawy rybne, cegielnię i przez pewien czas młyn parowy.Ten właśnie młyn, kupiony kiedyś od Marii Rodziewiczówny, prawie ich zrujnował. Zerwał się kamień młyński i zabił młynarza. Odszkodowanie pochłonęło oszczędności i wpędziło w długi …  Siedząc na miejscu dawnego kościoła nasunęły mi się też inne wspomnienia. W każdą niedzielę i święta tu właśnie ciągnęła okoliczna ludność katolicka … Latem, przybysze z odleglejszych miejscowości siadali przed kościołem i wkładali buty … "

Leon Onichimowski był nie tylko sąsiadem moich dziadków i rodziców w Otołczycach, ale również w czasie wojny pracował u dziadków, jako "buchalter", czyli w dzisiejszym języku - księgowy. Dziadkowie, tak jak i moi rodzice, musieli opuścić Otołczyce po wybuchu II-iej Wojny, we wrześniu 1939-go, kiedy to na Polesie weszli Sowieci, zgodnie z tajnym układem sowiecko-niemieckim o podziale Polski. Dziadkowie wrócili do Otołczyc latem roku 1941-go roku, kiedy to Niemcy złamały pakt o nieagresji i zaatakowały Związek Sowiecki. Wtedy na Polesie weszli Niemcy i pozwolili właścicielom wrócić na swoje majątki i zarządzać nimi pod administracją niemiecką. Wtedy to dziadkowie zatrudnili Leona Onichimowskiego jako "buchaltera". Mój ojciec, Edmund Serdakowski też wrócił , ale na dużo mniejszy majątek w Wólce Dostojewskiej, który Anna Koźlakowska wniosła jako wiano wychodząc za mąż za mojego dziadka, Zygmunta Serdakowswkiego. Zobacz również wspomnienia Leona Onichimowskiego: Wsi spokojna, niewesoła na stronie Mapy i opisy miejscowości Serdakowskich.

Mój ojciec, Edmund Serdakowski, syn Zygmunta, wyjechał z Polesia na nauki wyższe do Warszawy, do szkoły inżynierskiej Wawelberga i Rotwanda, gdzie studiował inżynierię elektryczną. W 1936-ym ożenił się z moją mamą, Marią Szaniawską w Warszawie i porzucając studia wrócił do Otołczyc obejmując rządy w majątku Otołczyce. Nie trwało to długo. We wrześniu 1939-go wybuchła wielka wojna, weszli na Polesie Sowieci i musieliśmy uciekać przed prześladowaniami podburzanych przez NKVD chłopów poleskich. Mój ojciec uciekł na motocyklu do majątku Hruszowa, położonym niedaleko Kobrynia, a należącego do znanej w okresie międzywojennym pisarki Marii Rodziewiczówny, ale i tam było niespokojne. Chcąc przedostać się na spokojniejszy jeszcze wtedy Wołyń, został zatrzymany 20-go września przez Polskie wojsko w Ratnie, gdzie skonfiskowano mu motocykl. Wrócił na piechotę do Pińska, gdzie przebywała wtedy moja mama ze mną. Moi rodzice posiadali w Pińsku duże i ładnie umeblowane mieszkanie. Tam przebywaliśmy, z krótką przerwą, do lutego 1944-go roku, kiedy to znów musieliśmy uciekać, tym razem przed Niemcami, w związku z tragicznym wydarzeniem, o którym opowiem na tych stronach w niedalekiej przyszłości.

W roku 1945-ym moi dziadkowie Zygmunt i Anna otrzymali piętnastohektarowe gospodarstwo rolne w Anastazewie, niedaleko Aleksandrowa Łódzkiego i tam osiedli, próbując kontynuować uprawę roli. Dokument nadania tego gospodarstwa (tylko na Annę Serdakowską) znajduje się na stronie: Dokumenty Serdakowskich . Bez robotników i maszyn była to praca ponad siły starzejących się ludzi. W 1946-ym przyjechał do Anastazewa mój ojciec Edmund, próbując również utrzymać to gospodarstwo, ale i on musiał dać za wygraną. W roku 1949-tym przenieśliśmy się do małego mieszkania w Aleksandrowie Łódzkim, a ojciec wrócił do wyuczonego zawodu elektryka. W roku 1953-cim, Maria i Edmund Serdakowscy zamienili małe mieszkanie na letniskowy domek, w którym, po kilkakrotnych przeróbkach, mieszkali do śmierci: Marii w 1991-szym, a  Edmunda w 1994-tym roku. Ja po studiach inżynierskich na Politechnice Warszawskiej wyjechałem na kilka lat do Szczecina, gdzie się ożeniłem, a z tamtąd - w roku 1967-mym - wyjechałem z całą rodziną (żona i dwoje dzieci) za granicę Polski, początkowo do Maroka (przez PHZ Polservice), a w roku 1974-tym osiadłem na stałe w Kanadzie. Więcej o mnie na stronie: Kim jestem.

Teksty wybrał i ułożył opatrując całość uwagami, rysunkami, i fotografiami Krzysztof Serdakowski.

 

Zygmunt i Anna z Koźlakowskich Serdakowscy,1945.

Pytania i komentarze

Rysunki, Fotografie, Uwagi

Poniższe uwagi mają na celu zilustrowanie oraz wyjaśnienie niektórych aspektów treści podanej obok Legendy historii Rodu Serdakowskich.

Pieczęć wuja Henryka

Cosak et tatar

Ryciny, kozaka zatajonego w zasadzce i ordyńca tatarskiego.

W XVII-tym wieku polska dziewczyna z arystokratycznej rodziny porwana została przez Kozaków i odbita przez Tatarów.

Polska branka została poślubiona przez tatarskiego atamana, pochodzącego z najwyższej arystokracji tatarskiej. naczelnika Ordy, człowieka uczciwego o prawym charakterze. Ze związku tego urodził się syn.

Cywile tatarscy

Ryciny kobiet i męższczyzn tatarskich.

Ten syn polskiej branki i tatarskiego księcia, wychowany został przez matkę na Polaka i przy łożu śmierci umierającej przedwcześnie matki obiecał jej, że wróci do Polski i Jej będzie służył. Tak też uczynił i po latach wiernej służby dostąpił najwyższych zaszczytów i wspaniałej nagrody.

Synowie Edmunda de Serdain, francuskiego oficera i polskiej szlachcianki Izabeli Oszmiańskiej, spotkali się przypadkowo w roku 1866-tym na rodzinnym cmentarzu w Oszmianie i wspominają ojca i dawne, dobre czasy. Po upadku Powstania Styczniowego majątki rodziny Oszmiańskich zostały skonfiskowane przez rosyjskie władze carskie, posądzające Oszmiańskich o sprzyjanie Powstańcom i poszczególni członkowie rodziny rozjechali się po Polsce i ... świecie., każdy zabierając ze sobą część pieniędzy i wartości zachowanych i uczciwie rozdzielonych przez matkę Izabelę. Więcej szczegółów na stronie Stefankowe Siedlisko.

Napoleon i jego generałowie wracają spod Moskwy w roku 1812-tym.

Powrót z Rosjii-1812

Resztki Wielkiej Armii wracają spod Moskwy "Czarnym Traktem".

Przeprawa przez Berezynę

Przeprawa przez Berezynę, miejsce ostatecznej klęski Wielkiej Armii Napoleona.

Ranny francuski oficer otoczony przez kolegów



Porucznik francuski, Edmund de Serdain, został prawdopodobnie ranny podczas przeprawy przez Berezynę, ale jak dotąd (2010) nie ma na ten temat żadnych przekazów. Idąc z resztkami Armii w stronę Wilna słabł coraz bardziej i ostatecznie zatrzymał się w położonym nieopodal "Czarnego Traktem" dworze Oszmiańskich i tam znalazł ratunek i opiekę. Po wyzdrowieniu ożenił się z Izabelą Oszmiańską i miał z nią sześcioro dzieci, w tym dwóch bliźniaków: Michała i Eustachego, który był moim pra-pra-dziadkiem. Francuz Edmund de Serdain, o spolszczonym nazwisku Serdakowski, stał się gorącym patriotą Polski i zginął w roku 1831-szym, biorąc udział w Powstaniu Listopadowym.



W rozdziale IX-tym książki Dowgielskiego Eustachy opowiada bratu Michałowi, że majątek Otołczyce odkupił od spadkobiercy hrabiego Strawińskiego, a w Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego i i innych Krajów Słowiańskich z roku 1893-ciego można znaleźć wzmiankę, pod miejscowością Otołczyce, że majątek odziedziczyli po Strawińskim Chrucka, Imienińska i Serdakowski. Chodziło prawdopodobnie o ukrycie przed władzami carskimi faktu, że za Otołczyce Eustachy Serdakowski zapłacił pieniędzmi pochodzącymi ze skonfiskowanej przez Rosjan Oszmiany.

Polski dwór na Kresach

Obrazek z Polesia

Chata poleska. Ten obrazek wisiał nad łóżkiem mojego ojca, od kiedy pamiętam do Jego śmierci w roku 1994-tym.

Chata w Anastazewie. Z tyłu widoczne są już półwieczne topole, którymi obsadzili drogę moi dziadkowie, Anna i Zygmunt w roku 1946-tym, aby było tak jak w ... Otołczycych.

Ostatni domek Edmunda i Marii Serdakowskich w Aleksandrowie Łódzkim.

Ród Koźlakowskich - z Wólki Dostojewskiej, z którego pochodzi moja babcia po mieczu, Anna Serdakowska, posiada korzenie w Rodzie Beuthów, a w szczególności w gałęzi Ferdynanda Beutha, którego drzewo genealogiczne można zobyczyć na stronie:

Koźlakowscy